Nic nie jest czarno – białe, a gdy jest zbyt łatwo, to jednocześnie jest zbyt nudno”. Akcja „Mama, znaczy piękna”

-

Źródło: Ohme.pl :: link do źródła

Przez wiele lat moje oczy były ślepe. Całkowicie, choć nie dosłownie. Nie miałam wady wzroku – posiadałam za to pewien brak. A przynajmniej jako brak była ta kwestia postrzegana. Otóż, nie chciałam mieć dzieci. Instynkt macierzyński był dla mnie mitem większym niż ten o Erosie i Psyche, tudzież o wężu zjadającym własny ogon. O tym ostatnim i wielu innych z resztą wolałam czytać i uczyć się, miast dążyć do tego, do czego ponoć dąży każda kobieta.

W pewnym momencie dostrzegłam, że wiem już tak dużo, że wpakowałam w siebie tyle cudzych dzieł, iż… warto by było stworzyć własne. Skończyłam studia, pisałam opowiadania, pracę magisterską i… zaszłam w ciążę. Nie było to planowane, nie miało schematu powieści i nie było oparte na konspekcie. Ot, stało się – wiadomo jak.

Jestem więc, wraz z partnerem i „dziełem” (tak nazywam swoje nienarodzone jeszcze dziecko) i spoglądam przed siebie. Moje oczy nieco się otworzyły, a ślepota powoli przechodziła przez mgłę, by dotrzeć do czystego, pięknego i pełnego szczęścia obrazu.

Przez chwilę byłam nawet pewna, że zaraz go ujrzę, jednak zawsze w ostatniej chwili z równowagi wytrącał i wytrąca mnie lęk. Gdybym miała go opisać najprościej, musiałabym użyć słów takich, jak: zazdrość, złość, strach, poczucie niesprawiedliwości, oraz ból, w którym jednak jest szczypta piękna. Ale jest i rezygnacja.

Dlaczego? Oto pojawi się na świecie „to trzecie”. Bez żadnych starań ze swojej strony wejdzie do mojej dwuosobowej rodziny i tu zostanie. Moje zdanie nie ma tu znaczenia, choć oczywiście moje zdanie brzmi: zapraszam. Dziwne? Nie. Raczej paradoksalne. Z jednej strony oczekuję, ale z drugiej obawiam się, że nie będę już tą jedyną. Zwłaszcza, że moje ciało się zmieni. Szybko, nagle, w sposób, którego nie znam.

Ja, zawsze zadbana, wysportowana, z płaskim brzuchem, będę musiała zaakceptować to, że jest coś ważniejszego niż płaszczyzna tegoż brzucha, że jest coś głębszego. Jest to dla mnie wyzwanie prawie filozoficzne – coś w rodzaju walki, ale nie dobra ze złem, tylko jednego dobra z drugim. Walki podszytej obawą i strachem o to, kim stanę się dla mojego partnera.

Czy nadal będę dla Niego kobietą i kochanką, czy już tylko „mamą” dziecka. Widziałam bowiem wiele par, w których, po urodzeniu maleństwa, mąż zaczął mówić o żonie per „mama” – a ja tego najzwyczajniej w świecie nie chcę. Chcę być nadal sobą, nie być tylko pewną funkcją życiową. Bo ja to ja i to chcę zachować – wraz ze swoją sylwetką, urodą, siłą, entuzjazmem, a także, co tu ukrywać, ze swoimi dotychczasowymi doznaniami seksualnymi.

Jak to zrobić? Póki co, nie wiem, stąd zapewne lęki i obawy, które wtrącają się w równie silną radość i podekscytowanie faktem, że żyje we mnie nowy, całkowicie indywidualny i niepowtarzalny człowiek, moje największe dzieło, które będę tworzyć do końca swojego życia. Cóż… Pozbywając się totalnej ślepoty, nie natrafiłam na jasność. Weszłam za to we mgłę – dziwną, złożoną, zmienną, ale, mimo wszystko, piękną. Bo nic nie jest czarno – białe, a gdy jest zbyt łatwo, to jednocześnie jest zbyt nudno.

Kinga

Historia Pacjentki, zrealizowana w ramach akcji: Akcja „Mama, znaczy piękna” Ohme.pl

Nasz personel medyczny

Andrzej Barwijuk

więcej...

Michał Barwijuk

więcej...
Piotr Kolczewski Medifem

Piotr Kolczewski

więcej...

Pozostali lekarze